niedziela, 19 stycznia 2014

Post probny

Rozejrzałam się po zatłoczonym pomieszczeniu starając się odszukać wzrokiem Nancy, której nie widziałam odkąd tańczyłam z nowo poznanym chłopakiem. Ku mojemu rozczarowaniu nigdzie jej nie było, tak jakby zapadła się pod ziemię. Zrezygnowana udałam się chwiejnym krokiem do kuchni po coś normalnego do picia. O dziwo w środku nie było nikogo. Wzruszyłam tylko ramionami i otworzyłam lodówkę lustrując jej zawartość. Znalazłam w niej tylko same piwa. Nie mając większego wyboru wzięłam pierwszą z brzegu puszkę wypijając jej zawartość do połowy. Byłam bardzo spragniona, a przede wszystkim wykończona, na domiar Nancy gdzieś znikła, zostawiając mnie samą, a przecież miała nie odstępować mnie na krok. Głowa w okolicach skroni zaczęła mi pulsować, a widoczność miałam niemal całkowicie zamazaną. Efekt wcześniejszych drinków, jednak nie żałuje bo choć na chwilę mogłam się oderwać od rzeczywistości. Odstawiłam puszkę na stół, po czym podeszłam wolnym krokiem do szafki kuchennej znajdującej się pod oknem. Podparłam ręce o jej blat tępo wpatrując się w czarną noc za szybą.
- Cześć ślicznotko – szepnął mi do ucha męski zachrypnięty głos, który bym rozpoznała nawet na końcu świata. -  Mówiłem ci że się jeszcze spotkamy - Serce momentalnie podeszło mi do gardła,  przyspieszając tempa. Biło tak mocno, że byłam niemal pewna, że je słyszy.
- Harry – wyszeptałam drżącym głosem bojąc się usłyszeć odpowiedzi.
- Tak złotko – zaśmiał się gardłowo – widzę że już wiesz kim jestem
- Jesteś bardzo spostrzegawczy – odparłam sarkastycznie, odwracając się do niego przodem. Stał za zbyt blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Nasze twarze dzieliły milimetry od siebie, tak że stykaliśmy się niemal nosami. (i tu może opis, jak wyglądał, w co był ubrany, oczy, loki, spojrzenie). Alkohol płynący w moich żyłach  przyprawił mnie o nagły przypływ odwagi, gdybym była trzeźwa nigdy bym się nie odważyła powiedzieć czegoś takiego w jego obecności.
- A ty bardzo pyskata -  musnął ustami płatek mojego ucha. Odruchowo zrobiłam krok w tył chcąc choć trochę zwiększyć między nami odległość jednak zderzyłam się z szafką. Przeklęłam w myślach, akurat tu musiała ona stać? Położyłam dłonie na jego torsie, aby go od siebie odepchnąć jednak ten ani drgnął.
- Nie uciekniesz mi - Jego klatka piersiowa zawibrowała pod wpływem śmiechu. Byłam w pułapce. Znajdowałam się sam na sam w pomieszczeniu z mordercą. Cholera Nancy gdzie jesteś gdy cię potrzebuję? – krzyczałam desperacko w myślach.
-  Zostaw mnie – próbowałam się uwolnić
- Zamknij się suko albo rozpierdolę ci łeb – wysyczał wyciągając z kieszeni spodni broń a następni przykładając mi ją do skroni – a teraz mnie posłuchaj. – zaczął spokojnie – Wyjdziesz ze mną jak gdyby nigdy nic, nie zatrzymując się nawet na krok. Inaczej rozwalę cię tu i teraz na oczach twoich znajomych i oni także ucierpią. – wyszeptał mi do ucha, mówiąc wolno i wyraźnie dając nacisk na każde słowo – Zrozumiałaś? – pokiwałam twierdząco głową. Nie miałam siły aby się odezwać, byłam zbyt przerażona przyłożonym pistoletem do mojej czaszki – Byłbym zapomniał. Nie próbuj żadnych sztuczek. – Przeniósł bron w dół moich pleców mocno ją do mnie przyciskając, tak aby nikt nie zauważył że coś jest nie tak. Popchnął mnie w stronę drzwi, dając mi znak abym się ruszyła. Wyszłam niepewnym krokiem z kuchni, bałam się że broń może w każdej chwili wystrzelić, a ja nie chciałam umierać. Nie teraz i nie w tym momencie. Salon był przepełniony ludźmi, w większości już mocno pijanych. W oddali dostrzegłam Nancy. Jej twarz była wyraźnie zaniepokojona, tak jakby kogoś szukała. Co gorsze nawet wiem kogo. Mnie. Obiecała mnie nie spuszczać z oka, nie udało się. Było za późno. Chciałam krzyczeć o pomoc, ale bałam się konsekwencji. Zabiłby mnie na miejscu, a przy okazji też niewinnych ludzi. Przeciskałam się pomiędzy ciałami niczego nieświadomych pijanych nastolatków. Nogi miałam jak z waty, serce biło mi jak oszalałe, czułam na swojej szyi jego oddech, wziął mnie dodatkowo za nadgarstek, tak jakby mieć pewność,  że czegoś nie wymyślę. Zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę ostatni raz Nancy. Ta myśl sprawiała, że moje serce łamało się na pół. Miałam więcej jej nie zobaczyć, tak samo jak Emily i Chad’a. Wychodząc teraz z nim straciłam wszystkich których tak naprawdę kochałam. W moich oczach pojawiły się łzy, jednak nie pozwoliłam im wypłynąć. Nie chciałam pokazać mu jak jestem słaba. Starałam się być silna na zewnątrz jednak w środku cała drżałam ze strachu i miałam dziwną świadomość że on to widzi. Otworzył przede mną drzwi, przyciskając broń mocniej do mojego ciała. Zimne powietrze uderzyło w moją twarz sprawiając że natychmiastowo zadrżałam. Harry zdjął rewolwer z moich pleców, biorąc mnie za nadgarstek i ściskając go niemiłosiernie mocno ciągnął mnie w stronę zaparkowanych samochodów. Próbowałam się wyrwać, lecz tylko zacieśnił swój uścisk na moim nadgarstku
- Przestań się wyrywać – wrzasnął
- Bo co mi zrobisz? – puścił mój nadgarstek aby następnie jego ręka wylądowała na moim policzku. Złapałam się za piekący policzek. Poczułam w ustach metaliczny posmak krwi. Przyłożyłam dłoń do wargi, (było ona rozcięta)
- Następnym razem będzie mocniej – warknął wpychając mnie na przednie siedzenie czarnego range rovera, a następnie zatrzaskując za mną drzwi. Próbowałam jej otworzyć jednak na marne

- Nie trudź się i tak ich nie otworzysz – odezwał się siadając po drugiej stronie kierownicy. Na jego twarzy widniał mały uśmieszek, który chętnie bym mu z niej zdarła. Odpalił silnik i ruszył w  Poparłam swoją głowę na ręce wpatrując się w przestrzeń za szybą. Rozejrzałam się po zatłoczonym pomieszczeniu starając się odszukać wzrokiem Nancy, której nie widziałam odkąd tańczyłam z nowo poznanym chłopakiem. Ku mojemu rozczarowaniu nigdzie jej nie było, tak jakby zapadła się pod ziemię. Zrezygnowana udałam się chwiejnym krokiem do kuchni po coś normalnego do picia. O dziwo w środku nie było nikogo. Wzruszyłam tylko ramionami i otworzyłam lodówkę lustrując jej zawartość. Znalazłam w niej tylko same piwa. Nie mając większego wyboru wzięłam pierwszą z brzegu puszkę wypijając jej zawartość do połowy. Byłam bardzo spragniona, a przede wszystkim wykończona, na domiar Nancy gdzieś znikła, zostawiając mnie samą, a przecież miała nie odstępować mnie na krok. Głowa w okolicach skroni zaczęła mi pulsować, a widoczność miałam niemal całkowicie zamazaną. Efekt wcześniejszych drinków, jednak nie żałuje bo choć na chwilę mogłam się oderwać od rzeczywistości. Odstawiłam puszkę na stół, po czym podeszłam wolnym krokiem do szafki kuchennej znajdującej się pod oknem. Podparłam ręce o jej blat tępo wpatrując się w czarną noc za szybą.
- Cześć ślicznotko – szepnął mi do ucha męski zachrypnięty głos, który bym rozpoznała nawet na końcu świata. -  Mówiłem ci że się jeszcze spotkamy - Serce momentalnie podeszło mi do gardła,  przyspieszając tempa. Biło tak mocno, że byłam niemal pewna, że je słyszy.
- Harry – wyszeptałam drżącym głosem bojąc się usłyszeć odpowiedzi.
- Tak złotko – zaśmiał się gardłowo – widzę że już wiesz kim jestem
- Jesteś bardzo spostrzegawczy – odparłam sarkastycznie, odwracając się do niego przodem. Stał za zbyt blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Nasze twarze dzieliły milimetry od siebie, tak że stykaliśmy się niemal nosami. (i tu może opis, jak wyglądał, w co był ubrany, oczy, loki, spojrzenie). Alkohol płynący w moich żyłach  przyprawił mnie o nagły przypływ odwagi, gdybym była trzeźwa nigdy bym się nie odważyła powiedzieć czegoś takiego w jego obecności.
- A ty bardzo pyskata -  musnął ustami płatek mojego ucha. Odruchowo zrobiłam krok w tył chcąc choć trochę zwiększyć między nami odległość jednak zderzyłam się z szafką. Przeklęłam w myślach, akurat tu musiała ona stać? Położyłam dłonie na jego torsie, aby go od siebie odepchnąć jednak ten ani drgnął.
- Nie uciekniesz mi - Jego klatka piersiowa zawibrowała pod wpływem śmiechu. Byłam w pułapce. Znajdowałam się sam na sam w pomieszczeniu z mordercą. Cholera Nancy gdzie jesteś gdy cię potrzebuję? – krzyczałam desperacko w myślach.
-  Zostaw mnie – próbowałam się uwolnić
- Zamknij się suko albo rozpierdolę ci łeb – wysyczał wyciągając z kieszeni spodni broń a następni przykładając mi ją do skroni – a teraz mnie posłuchaj. – zaczął spokojnie – Wyjdziesz ze mną jak gdyby nigdy nic, nie zatrzymując się nawet na krok. Inaczej rozwalę cię tu i teraz na oczach twoich znajomych i oni także ucierpią. – wyszeptał mi do ucha, mówiąc wolno i wyraźnie dając nacisk na każde słowo – Zrozumiałaś? – pokiwałam twierdząco głową. Nie miałam siły aby się odezwać, byłam zbyt przerażona przyłożonym pistoletem do mojej czaszki – Byłbym zapomniał. Nie próbuj żadnych sztuczek. – Przeniósł bron w dół moich pleców mocno ją do mnie przyciskając, tak aby nikt nie zauważył że coś jest nie tak. Popchnął mnie w stronę drzwi, dając mi znak abym się ruszyła. Wyszłam niepewnym krokiem z kuchni, bałam się że broń może w każdej chwili wystrzelić, a ja nie chciałam umierać. Nie teraz i nie w tym momencie. Salon był przepełniony ludźmi, w większości już mocno pijanych. W oddali dostrzegłam Nancy. Jej twarz była wyraźnie zaniepokojona, tak jakby kogoś szukała. Co gorsze nawet wiem kogo. Mnie. Obiecała mnie nie spuszczać z oka, nie udało się. Było za późno. Chciałam krzyczeć o pomoc, ale bałam się konsekwencji. Zabiłby mnie na miejscu, a przy okazji też niewinnych ludzi. Przeciskałam się pomiędzy ciałami niczego nieświadomych pijanych nastolatków. Nogi miałam jak z waty, serce biło mi jak oszalałe, czułam na swojej szyi jego oddech, wziął mnie dodatkowo za nadgarstek, tak jakby mieć pewność,  że czegoś nie wymyślę. Zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę ostatni raz Nancy. Ta myśl sprawiała, że moje serce łamało się na pół. Miałam więcej jej nie zobaczyć, tak samo jak Emily i Chad’a. Wychodząc teraz z nim straciłam wszystkich których tak naprawdę kochałam. W moich oczach pojawiły się łzy, jednak nie pozwoliłam im wypłynąć. Nie chciałam pokazać mu jak jestem słaba. Starałam się być silna na zewnątrz jednak w środku cała drżałam ze strachu i miałam dziwną świadomość że on to widzi. Otworzył przede mną drzwi, przyciskając broń mocniej do mojego ciała. Zimne powietrze uderzyło w moją twarz sprawiając że natychmiastowo zadrżałam. Harry zdjął rewolwer z moich pleców, biorąc mnie za nadgarstek i ściskając go niemiłosiernie mocno ciągnął mnie w stronę zaparkowanych samochodów. Próbowałam się wyrwać, lecz tylko zacieśnił swój uścisk na moim nadgarstku
- Przestań się wyrywać – wrzasnął
- Bo co mi zrobisz? – puścił mój nadgarstek aby następnie jego ręka wylądowała na moim policzku. Złapałam się za piekący policzek. Poczułam w ustach metaliczny posmak krwi. Przyłożyłam dłoń do wargi, (było ona rozcięta)
- Następnym razem będzie mocniej – warknął wpychając mnie na przednie siedzenie czarnego range rovera, a następnie zatrzaskując za mną drzwi. Próbowałam jej otworzyć jednak na marne
- Nie trudź się i tak ich nie otworzysz – odezwał się siadając po drugiej stronie kierownicy. Na jego twarzy widniał mały uśmieszek, który chętnie bym mu z niej zdarła. Odpalił silnik i ruszył w  Poparłam swoją głowę na ręce wpatrując się w przestrzeń za szybą.

Post Próbny

Rozejrzałam się po zatłoczonym pomieszczeniu starając się odszukać wzrokiem Nancy, której nie widziałam odkąd tańczyłam z nowo poznanym chłopakiem. Ku mojemu rozczarowaniu nigdzie jej nie było, tak jakby zapadła się pod ziemię. Zrezygnowana udałam się chwiejnym krokiem do kuchni po coś normalnego do picia. O dziwo w środku nie było nikogo. Wzruszyłam tylko ramionami i otworzyłam lodówkę lustrując jej zawartość. Znalazłam w niej tylko same piwa. Nie mając większego wyboru wzięłam pierwszą z brzegu puszkę wypijając jej zawartość do połowy. Byłam bardzo spragniona, a przede wszystkim wykończona, na domiar Nancy gdzieś znikła, zostawiając mnie samą, a przecież miała nie odstępować mnie na krok. Głowa w okolicach skroni zaczęła mi pulsować, a widoczność miałam niemal całkowicie zamazaną. Efekt wcześniejszych drinków, jednak nie żałuje bo choć na chwilę mogłam się oderwać od rzeczywistości. Odstawiłam puszkę na stół, po czym podeszłam wolnym krokiem do szafki kuchennej znajdującej się pod oknem. Podparłam ręce o jej blat tępo wpatrując się w czarną noc za szybą.
- Cześć ślicznotko – szepnął mi do ucha męski zachrypnięty głos, który bym rozpoznała nawet na końcu świata. -  Mówiłem ci że się jeszcze spotkamy - Serce momentalnie podeszło mi do gardła,  przyspieszając tempa. Biło tak mocno, że byłam niemal pewna, że je słyszy.
- Harry – wyszeptałam drżącym głosem bojąc się usłyszeć odpowiedzi.
- Tak złotko – zaśmiał się gardłowo – widzę że już wiesz kim jestem
- Jesteś bardzo spostrzegawczy – odparłam sarkastycznie, odwracając się do niego przodem. Stał za zbyt blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Nasze twarze dzieliły milimetry od siebie, tak że stykaliśmy się niemal nosami. (i tu może opis, jak wyglądał, w co był ubrany, oczy, loki, spojrzenie). Alkohol płynący w moich żyłach  przyprawił mnie o nagły przypływ odwagi, gdybym była trzeźwa nigdy bym się nie odważyła powiedzieć czegoś takiego w jego obecności.
- A ty bardzo pyskata -  musnął ustami płatek mojego ucha. Odruchowo zrobiłam krok w tył chcąc choć trochę zwiększyć między nami odległość jednak zderzyłam się z szafką. Przeklęłam w myślach, akurat tu musiała ona stać? Położyłam dłonie na jego torsie, aby go od siebie odepchnąć jednak ten ani drgnął.
- Nie uciekniesz mi - Jego klatka piersiowa zawibrowała pod wpływem śmiechu. Byłam w pułapce. Znajdowałam się sam na sam w pomieszczeniu z mordercą. Cholera Nancy gdzie jesteś gdy cię potrzebuję? – krzyczałam desperacko w myślach.
-  Zostaw mnie – próbowałam się uwolnić
- Zamknij się suko albo rozpierdolę ci łeb – wysyczał wyciągając z kieszeni spodni broń a następni przykładając mi ją do skroni – a teraz mnie posłuchaj. – zaczął spokojnie – Wyjdziesz ze mną jak gdyby nigdy nic, nie zatrzymując się nawet na krok. Inaczej rozwalę cię tu i teraz na oczach twoich znajomych i oni także ucierpią. – wyszeptał mi do ucha, mówiąc wolno i wyraźnie dając nacisk na każde słowo – Zrozumiałaś? – pokiwałam twierdząco głową. Nie miałam siły aby się odezwać, byłam zbyt przerażona przyłożonym pistoletem do mojej czaszki – Byłbym zapomniał. Nie próbuj żadnych sztuczek. – Przeniósł bron w dół moich pleców mocno ją do mnie przyciskając, tak aby nikt nie zauważył że coś jest nie tak. Popchnął mnie w stronę drzwi, dając mi znak abym się ruszyła. Wyszłam niepewnym krokiem z kuchni, bałam się że broń może w każdej chwili wystrzelić, a ja nie chciałam umierać. Nie teraz i nie w tym momencie. Salon był przepełniony ludźmi, w większości już mocno pijanych. W oddali dostrzegłam Nancy. Jej twarz była wyraźnie zaniepokojona, tak jakby kogoś szukała. Co gorsze nawet wiem kogo. Mnie. Obiecała mnie nie spuszczać z oka, nie udało się. Było za późno. Chciałam krzyczeć o pomoc, ale bałam się konsekwencji. Zabiłby mnie na miejscu, a przy okazji też niewinnych ludzi. Przeciskałam się pomiędzy ciałami niczego nieświadomych pijanych nastolatków. Nogi miałam jak z waty, serce biło mi jak oszalałe, czułam na swojej szyi jego oddech, wziął mnie dodatkowo za nadgarstek, tak jakby mieć pewność,  że czegoś nie wymyślę. Zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę ostatni raz Nancy. Ta myśl sprawiała, że moje serce łamało się na pół. Miałam więcej jej nie zobaczyć, tak samo jak Emily i Chad’a. Wychodząc teraz z nim straciłam wszystkich których tak naprawdę kochałam. W moich oczach pojawiły się łzy, jednak nie pozwoliłam im wypłynąć. Nie chciałam pokazać mu jak jestem słaba. Starałam się być silna na zewnątrz jednak w środku cała drżałam ze strachu i miałam dziwną świadomość że on to widzi. Otworzył przede mną drzwi, przyciskając broń mocniej do mojego ciała. Zimne powietrze uderzyło w moją twarz sprawiając że natychmiastowo zadrżałam. Harry zdjął rewolwer z moich pleców, biorąc mnie za nadgarstek i ściskając go niemiłosiernie mocno ciągnął mnie w stronę zaparkowanych samochodów. Próbowałam się wyrwać, lecz tylko zacieśnił swój uścisk na moim nadgarstku
- Przestań się wyrywać – wrzasnął
- Bo co mi zrobisz? – puścił mój nadgarstek aby następnie jego ręka wylądowała na moim policzku. Złapałam się za piekący policzek. Poczułam w ustach metaliczny posmak krwi. Przyłożyłam dłoń do wargi, (było ona rozcięta)
- Następnym razem będzie mocniej – warknął wpychając mnie na przednie siedzenie czarnego range rovera, a następnie zatrzaskując za mną drzwi. Próbowałam jej otworzyć jednak na marne

- Nie trudź się i tak ich nie otworzysz – odezwał się siadając po drugiej stronie kierownicy. Na jego twarzy widniał mały uśmieszek, który chętnie bym mu z niej zdarła. Odpalił silnik i ruszył w  Poparłam swoją głowę na ręce wpatrując się w przestrzeń za szybą.