Rozejrzałam
się po zatłoczonym pomieszczeniu starając się odszukać wzrokiem Nancy, której
nie widziałam odkąd tańczyłam z nowo poznanym chłopakiem. Ku mojemu
rozczarowaniu nigdzie jej nie było, tak jakby zapadła się pod ziemię.
Zrezygnowana udałam się chwiejnym krokiem do kuchni po coś normalnego do picia.
O dziwo w środku nie było nikogo. Wzruszyłam tylko ramionami i otworzyłam
lodówkę lustrując jej zawartość. Znalazłam w niej tylko same piwa. Nie mając
większego wyboru wzięłam pierwszą z brzegu puszkę wypijając jej zawartość do
połowy. Byłam bardzo spragniona, a przede wszystkim wykończona, na domiar Nancy
gdzieś znikła, zostawiając mnie samą, a przecież miała nie odstępować mnie na
krok. Głowa w okolicach skroni zaczęła mi pulsować, a widoczność miałam niemal
całkowicie zamazaną. Efekt wcześniejszych drinków, jednak nie żałuje bo choć na
chwilę mogłam się oderwać od rzeczywistości. Odstawiłam puszkę na stół, po czym
podeszłam wolnym krokiem do szafki kuchennej znajdującej się pod oknem.
Podparłam ręce o jej blat tępo wpatrując się w czarną noc za szybą.
- Cześć
ślicznotko – szepnął mi do ucha męski zachrypnięty głos, który bym rozpoznała
nawet na końcu świata. - Mówiłem ci że
się jeszcze spotkamy - Serce momentalnie podeszło mi do gardła, przyspieszając tempa. Biło tak mocno, że
byłam niemal pewna, że je słyszy.
- Harry –
wyszeptałam drżącym głosem bojąc się usłyszeć odpowiedzi.
- Tak złotko
– zaśmiał się gardłowo – widzę że już wiesz kim jestem
- Jesteś
bardzo spostrzegawczy – odparłam sarkastycznie, odwracając się do niego
przodem. Stał za zbyt blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Nasze twarze dzieliły
milimetry od siebie, tak że stykaliśmy się niemal nosami. (i tu może opis, jak
wyglądał, w co był ubrany, oczy, loki, spojrzenie). Alkohol płynący w moich
żyłach przyprawił mnie o nagły przypływ
odwagi, gdybym była trzeźwa nigdy bym się nie odważyła powiedzieć czegoś takiego
w jego obecności.
- A ty
bardzo pyskata - musnął ustami płatek
mojego ucha. Odruchowo zrobiłam krok w tył chcąc choć trochę zwiększyć między
nami odległość jednak zderzyłam się z szafką. Przeklęłam w myślach, akurat tu
musiała ona stać? Położyłam dłonie na jego torsie, aby go od siebie odepchnąć
jednak ten ani drgnął.
- Nie
uciekniesz mi - Jego klatka piersiowa zawibrowała pod wpływem śmiechu. Byłam w
pułapce. Znajdowałam się sam na sam w pomieszczeniu z mordercą. Cholera Nancy
gdzie jesteś gdy cię potrzebuję? – krzyczałam desperacko w myślach.
- Zostaw mnie – próbowałam się uwolnić
- Zamknij
się suko albo rozpierdolę ci łeb – wysyczał wyciągając z kieszeni spodni broń a
następni przykładając mi ją do skroni – a teraz mnie posłuchaj. – zaczął
spokojnie – Wyjdziesz ze mną jak gdyby nigdy nic, nie zatrzymując się nawet na
krok. Inaczej rozwalę cię tu i teraz na oczach twoich znajomych i oni także
ucierpią. – wyszeptał mi do ucha, mówiąc wolno i wyraźnie dając nacisk na każde
słowo – Zrozumiałaś? – pokiwałam twierdząco głową. Nie miałam siły aby się
odezwać, byłam zbyt przerażona przyłożonym pistoletem do mojej czaszki – Byłbym
zapomniał. Nie próbuj żadnych sztuczek. – Przeniósł bron w dół moich pleców
mocno ją do mnie przyciskając, tak aby nikt nie zauważył że coś jest nie tak.
Popchnął mnie w stronę drzwi, dając mi znak abym się ruszyła. Wyszłam niepewnym
krokiem z kuchni, bałam się że broń może w każdej chwili wystrzelić, a ja nie
chciałam umierać. Nie teraz i nie w tym momencie. Salon był przepełniony ludźmi,
w większości już mocno pijanych. W oddali dostrzegłam Nancy. Jej twarz była
wyraźnie zaniepokojona, tak jakby kogoś szukała. Co gorsze nawet wiem kogo.
Mnie. Obiecała mnie nie spuszczać z oka, nie udało się. Było za późno. Chciałam
krzyczeć o pomoc, ale bałam się konsekwencji. Zabiłby mnie na miejscu, a przy
okazji też niewinnych ludzi. Przeciskałam się pomiędzy ciałami niczego
nieświadomych pijanych nastolatków. Nogi miałam jak z waty, serce biło mi jak
oszalałe, czułam na swojej szyi jego oddech, wziął mnie dodatkowo za
nadgarstek, tak jakby mieć pewność, że
czegoś nie wymyślę. Zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę ostatni raz
Nancy. Ta myśl sprawiała, że moje serce łamało się na pół. Miałam więcej jej
nie zobaczyć, tak samo jak Emily i Chad’a. Wychodząc teraz z nim straciłam
wszystkich których tak naprawdę kochałam. W moich oczach pojawiły się łzy,
jednak nie pozwoliłam im wypłynąć. Nie chciałam pokazać mu jak jestem słaba.
Starałam się być silna na zewnątrz jednak w środku cała drżałam ze strachu i
miałam dziwną świadomość że on to widzi. Otworzył przede mną drzwi,
przyciskając broń mocniej do mojego ciała. Zimne powietrze uderzyło w moją
twarz sprawiając że natychmiastowo zadrżałam. Harry zdjął rewolwer z moich
pleców, biorąc mnie za nadgarstek i ściskając go niemiłosiernie mocno ciągnął
mnie w stronę zaparkowanych samochodów. Próbowałam się wyrwać, lecz tylko
zacieśnił swój uścisk na moim nadgarstku
- Przestań
się wyrywać – wrzasnął
- Bo co mi
zrobisz? – puścił mój nadgarstek aby następnie jego ręka wylądowała na moim
policzku. Złapałam się za piekący policzek. Poczułam w ustach metaliczny posmak
krwi. Przyłożyłam dłoń do wargi, (było ona rozcięta)
- Następnym
razem będzie mocniej – warknął wpychając mnie na przednie siedzenie czarnego
range rovera, a następnie zatrzaskując za mną drzwi. Próbowałam jej otworzyć
jednak na marne
- Nie trudź
się i tak ich nie otworzysz – odezwał się siadając po drugiej stronie
kierownicy. Na jego twarzy widniał mały uśmieszek, który chętnie bym mu z niej
zdarła. Odpalił silnik i ruszył w Poparłam swoją głowę na ręce wpatrując się w przestrzeń za szybą. Rozejrzałam
się po zatłoczonym pomieszczeniu starając się odszukać wzrokiem Nancy, której
nie widziałam odkąd tańczyłam z nowo poznanym chłopakiem. Ku mojemu
rozczarowaniu nigdzie jej nie było, tak jakby zapadła się pod ziemię.
Zrezygnowana udałam się chwiejnym krokiem do kuchni po coś normalnego do picia.
O dziwo w środku nie było nikogo. Wzruszyłam tylko ramionami i otworzyłam
lodówkę lustrując jej zawartość. Znalazłam w niej tylko same piwa. Nie mając
większego wyboru wzięłam pierwszą z brzegu puszkę wypijając jej zawartość do
połowy. Byłam bardzo spragniona, a przede wszystkim wykończona, na domiar Nancy
gdzieś znikła, zostawiając mnie samą, a przecież miała nie odstępować mnie na
krok. Głowa w okolicach skroni zaczęła mi pulsować, a widoczność miałam niemal
całkowicie zamazaną. Efekt wcześniejszych drinków, jednak nie żałuje bo choć na
chwilę mogłam się oderwać od rzeczywistości. Odstawiłam puszkę na stół, po czym
podeszłam wolnym krokiem do szafki kuchennej znajdującej się pod oknem.
Podparłam ręce o jej blat tępo wpatrując się w czarną noc za szybą.
- Cześć
ślicznotko – szepnął mi do ucha męski zachrypnięty głos, który bym rozpoznała
nawet na końcu świata. - Mówiłem ci że
się jeszcze spotkamy - Serce momentalnie podeszło mi do gardła, przyspieszając tempa. Biło tak mocno, że
byłam niemal pewna, że je słyszy.
- Harry –
wyszeptałam drżącym głosem bojąc się usłyszeć odpowiedzi.
- Tak złotko
– zaśmiał się gardłowo – widzę że już wiesz kim jestem
- Jesteś
bardzo spostrzegawczy – odparłam sarkastycznie, odwracając się do niego
przodem. Stał za zbyt blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Nasze twarze dzieliły
milimetry od siebie, tak że stykaliśmy się niemal nosami. (i tu może opis, jak
wyglądał, w co był ubrany, oczy, loki, spojrzenie). Alkohol płynący w moich
żyłach przyprawił mnie o nagły przypływ
odwagi, gdybym była trzeźwa nigdy bym się nie odważyła powiedzieć czegoś takiego
w jego obecności.
- A ty
bardzo pyskata - musnął ustami płatek
mojego ucha. Odruchowo zrobiłam krok w tył chcąc choć trochę zwiększyć między
nami odległość jednak zderzyłam się z szafką. Przeklęłam w myślach, akurat tu
musiała ona stać? Położyłam dłonie na jego torsie, aby go od siebie odepchnąć
jednak ten ani drgnął.
- Nie
uciekniesz mi - Jego klatka piersiowa zawibrowała pod wpływem śmiechu. Byłam w
pułapce. Znajdowałam się sam na sam w pomieszczeniu z mordercą. Cholera Nancy
gdzie jesteś gdy cię potrzebuję? – krzyczałam desperacko w myślach.
- Zostaw mnie – próbowałam się uwolnić
- Zamknij
się suko albo rozpierdolę ci łeb – wysyczał wyciągając z kieszeni spodni broń a
następni przykładając mi ją do skroni – a teraz mnie posłuchaj. – zaczął
spokojnie – Wyjdziesz ze mną jak gdyby nigdy nic, nie zatrzymując się nawet na
krok. Inaczej rozwalę cię tu i teraz na oczach twoich znajomych i oni także
ucierpią. – wyszeptał mi do ucha, mówiąc wolno i wyraźnie dając nacisk na każde
słowo – Zrozumiałaś? – pokiwałam twierdząco głową. Nie miałam siły aby się
odezwać, byłam zbyt przerażona przyłożonym pistoletem do mojej czaszki – Byłbym
zapomniał. Nie próbuj żadnych sztuczek. – Przeniósł bron w dół moich pleców
mocno ją do mnie przyciskając, tak aby nikt nie zauważył że coś jest nie tak.
Popchnął mnie w stronę drzwi, dając mi znak abym się ruszyła. Wyszłam niepewnym
krokiem z kuchni, bałam się że broń może w każdej chwili wystrzelić, a ja nie
chciałam umierać. Nie teraz i nie w tym momencie. Salon był przepełniony ludźmi,
w większości już mocno pijanych. W oddali dostrzegłam Nancy. Jej twarz była
wyraźnie zaniepokojona, tak jakby kogoś szukała. Co gorsze nawet wiem kogo.
Mnie. Obiecała mnie nie spuszczać z oka, nie udało się. Było za późno. Chciałam
krzyczeć o pomoc, ale bałam się konsekwencji. Zabiłby mnie na miejscu, a przy
okazji też niewinnych ludzi. Przeciskałam się pomiędzy ciałami niczego
nieświadomych pijanych nastolatków. Nogi miałam jak z waty, serce biło mi jak
oszalałe, czułam na swojej szyi jego oddech, wziął mnie dodatkowo za
nadgarstek, tak jakby mieć pewność, że
czegoś nie wymyślę. Zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie widzę ostatni raz
Nancy. Ta myśl sprawiała, że moje serce łamało się na pół. Miałam więcej jej
nie zobaczyć, tak samo jak Emily i Chad’a. Wychodząc teraz z nim straciłam
wszystkich których tak naprawdę kochałam. W moich oczach pojawiły się łzy,
jednak nie pozwoliłam im wypłynąć. Nie chciałam pokazać mu jak jestem słaba.
Starałam się być silna na zewnątrz jednak w środku cała drżałam ze strachu i
miałam dziwną świadomość że on to widzi. Otworzył przede mną drzwi,
przyciskając broń mocniej do mojego ciała. Zimne powietrze uderzyło w moją
twarz sprawiając że natychmiastowo zadrżałam. Harry zdjął rewolwer z moich
pleców, biorąc mnie za nadgarstek i ściskając go niemiłosiernie mocno ciągnął
mnie w stronę zaparkowanych samochodów. Próbowałam się wyrwać, lecz tylko
zacieśnił swój uścisk na moim nadgarstku
- Przestań
się wyrywać – wrzasnął
- Bo co mi
zrobisz? – puścił mój nadgarstek aby następnie jego ręka wylądowała na moim
policzku. Złapałam się za piekący policzek. Poczułam w ustach metaliczny posmak
krwi. Przyłożyłam dłoń do wargi, (było ona rozcięta)
- Następnym
razem będzie mocniej – warknął wpychając mnie na przednie siedzenie czarnego
range rovera, a następnie zatrzaskując za mną drzwi. Próbowałam jej otworzyć
jednak na marne
- Nie trudź
się i tak ich nie otworzysz – odezwał się siadając po drugiej stronie
kierownicy. Na jego twarzy widniał mały uśmieszek, który chętnie bym mu z niej
zdarła. Odpalił silnik i ruszył w Poparłam swoją głowę na ręce wpatrując się w przestrzeń za szybą.